Henry i Verlin (Henry & Verlin) 1994

Opóźniony w rozwoju mężczyzna bierze pod swoje skrzydła podobnego do siebie chłopca

Biedna kanadyjska prowincja lat 30. XX wieku. Opóźniony umysłowo Henry ma problem z porozumiewaniem się z innymi, ale mimo to jest tolerowany przez miejscową społeczność. Mężczyzna spędza czas włócząc się po okolicy, potrafi też pięknie grać na harmonijce ustnej. Pewnego dnia spotyka podobnego do siebie małego chłopca – Verlina. Brak opieki specjalisty sprawia, że malec jest zamknięty w swojej skorupie i nikt nie jest w stanie do niego dotrzeć. Mężczyzna bez wahania sadza chłopca na swoich ramionach i zabiera na małą wędrówkę. Spotkanie mężczyzny i chłopca sprawia, że Verlin zaczyna się otwierać. Jego rodzice z jednej strony są szczęśliwi, że ich synek łapie kontakt ze światem, ale z drugiej strony ulegają podszeptom sąsiadów, którzy sugerują, że Henry może być niebezpieczny i że przyjaźń mężczyzny z chłopcem jest nieakceptowalna. Sprawy przybierają zły obrót, kiedy na skutek zabaw Henry’ego i Verlina wybucha pożar.

Moja ocena: 10/10 („arcydzieło”) Piękny film, który można odczytywać na wielu różnych poziomach. Dla mnie „Henry i Verlin” to przede wszystkim film o akceptacji dla skrajnej odmienności od norm – upośledzenia umysłowego i bliskiej relacji mężczyzny z niespokrewnionym z nim chłopcem. Film trudno zaklasyfikować – nie przystaje on do znaczących gatunków, ponieważ mimo powagi przedstawianych na ekranie wydarzeń jest w nim zawarta spora dawka (nieco wisielczego) humoru. O tym, że możemy się spodziewać niezwykłego seansu świadczy też obecność w obsadzie reżysera Davida Cronenberga.

Podobne:

Warto obejrzeć dwa filmy, które łączy ten sam niezwykły klimat i podobna tematyka: „Dwóch ojców” i „Człowiek bez twarzy„.

Reklamy

Człowiek idzie za słońcem (Omul merge după soare / Человек идёт за солнцем) 1961

Jeden dzień z życia sześcioletniego Sandu, który postanawia iść wraz za słońcem.

„Jeśli pójdziesz za słońcem, możesz obejść całą ziemię i powrócić do tego samego miejsca, ale z drugiej strony.” – Sześcioletni Sandu postanawia przetestować prawdziwość tego rozpowszechnionego wśród kolegów z podwórka mniemania. Chłopczyk popchnięty nagłym impulsem wyrusza w podróż jeszcze tego samego ranka. Po drodze spotyka sprzedawcę biletów na loterię, naukowca z Instytutu Badań nad Słońcem, nastolatka wypalającego napisy na ławce przy pomocy lupy. Odkrywa również że wykonujący śmiertelnie trudną sztuczkę akrobata, to w rzeczywistości drobny łysawy mężczyzna, będący pod przemożnym wpływem władczej żony. Wszystkie spotykające go wydarzenia i napotykani ludzie są powiązani słoneczną metaforyką, której zasady wyznacza światło, ciepło, kolor złota i kształt owalu.

Moja ocena: arcydzieło (10/10) „Człowiek idzie za słońcem” to jedno z najciekawszych dzieł nowej fali z czasu odwilży w radzieckim kinie lat 60-tych. Oniryczny, pełen symboliki obraz Michaiła Kalika zaskakuje awangardową ścieżką dźwiękową, urzekająco pięknymi zdjęciami i afirmatywnym przekazem z dziecięcą postacią w nadrzędnej dla fabuły roli. Przypomina inne dzieło z Rosji radzieckiej powstałe w latach 60-tych:  „Kupiłem tatę„, w którym malutki chłopiec zderza się z ogromem i dynamizmem miasta.

Włoski film Mężczyzna w dziecku (Piccoli fuochi) 1985

Piccoli Fuochi

„Piccoli fuochi” zasługuje na lepszy tytuł, niż dziwaczny i pretensjonalny „Mężczyzna w dziecku„. Polski tytuł niedwuznacznie sugeruje, że tematem filmu jest pociąg seksualny kilkuletniego chłopca do kobiety, co oczywiście jest nieprawdą. Oryginalny włoski tytuł można by przetłumaczyć dosłownie jako „Małe ognie”, bądź „Małe płomienie”, co nawiązuje do zamiłowania chłopca do ognia (na początku filmu rozpala on małe ognisko w salonie).

Głównym bohaterem „Piccoli fuochi” jest sześcioletni Tommaso (Dino Jaksic). Rodzice nie poświęcają mu swego czasu. Zarówno ojciec pisarz, jak i matka pracują całe dnie, zostawiając malutkiego synka samego przed telewizorem, gdzie jest wystawiony na filmy z makabrycznymi scenami przemocy. Osamotniony Tommaso zaczyna być nawiedzany przez trójkę wymyślonych przyjaciół – Króla, Smoka i blaszanego robota Obcego. Ich złowieszcze podszepty doprowadzają do usunięcia grubiańskiej opiekunki chłopca. Sytuacja zmienia się, gdy nową opiekunką zostaje piękna i zmysłowa Mara. Tommaso znajduje u niej wytchnienie od prześladujących go zjaw. Niestety powracają one, kiedy malec staje się obserwatorem burzliwego romansu Mary z brutalnym uwodzicielem Leo.

„Piccoli fuochi” to film niepodobny do żadnego innego (pod względem niezwykłego klimatu kojarzy mi się z kanadyjskim dramatem „Mario„). Rozgrywa się w świecie małego dziecka, a mimo to jest niejednoznaczny i mroczny. Na szczęście reżyser nie przekroczył granic dobrego smaku, więc mimo że film nie nadaje się dla dzieci, to z pewnością nie jest to horror, ani thriller. Można go uznać za dramat psychologiczny z elementami fantasy. Zdecydowanie polecam.

Źródło zdjęcia:

„Piccoli fuochi” – Portal Cinema.de

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) za niezwykły oniryczny klimat i świetną rolę Dino Jaksica.