Henry i Verlin (Henry & Verlin) 1994

Opóźniony w rozwoju mężczyzna bierze pod swoje skrzydła podobnego do siebie chłopca

Biedna kanadyjska prowincja lat 30. XX wieku. Opóźniony umysłowo Henry ma problem z porozumiewaniem się z innymi, ale mimo to jest tolerowany przez miejscową społeczność. Mężczyzna spędza czas włócząc się po okolicy, potrafi też pięknie grać na harmonijce ustnej. Pewnego dnia spotyka podobnego do siebie małego chłopca – Verlina. Brak opieki specjalisty sprawia, że malec jest zamknięty w swojej skorupie i nikt nie jest w stanie do niego dotrzeć. Mężczyzna bez wahania sadza chłopca na swoich ramionach i zabiera na małą wędrówkę. Spotkanie mężczyzny i chłopca sprawia, że Verlin zaczyna się otwierać. Jego rodzice z jednej strony są szczęśliwi, że ich synek łapie kontakt ze światem, ale z drugiej strony ulegają podszeptom sąsiadów, którzy sugerują, że Henry może być niebezpieczny i że przyjaźń mężczyzny z chłopcem jest nieakceptowalna. Sprawy przybierają zły obrót, kiedy na skutek zabaw Henry’ego i Verlina wybucha pożar.

Moja ocena: 10/10 („arcydzieło”) Piękny film, który można odczytywać na wielu różnych poziomach. Dla mnie „Henry i Verlin” to przede wszystkim film o akceptacji dla skrajnej odmienności od norm – upośledzenia umysłowego i bliskiej relacji mężczyzny z niespokrewnionym z nim chłopcem. Film trudno zaklasyfikować – nie przystaje on do znaczących gatunków, ponieważ mimo powagi przedstawianych na ekranie wydarzeń jest w nim zawarta spora dawka (nieco wisielczego) humoru. O tym, że możemy się spodziewać niezwykłego seansu świadczy też obecność w obsadzie reżysera Davida Cronenberga.

Podobne:

Warto obejrzeć dwa filmy, które łączy ten sam niezwykły klimat i podobna tematyka: „Dwóch ojców” i „Człowiek bez twarzy„.

Reklamy

Jack Bestelt Een Broertje 2015

Jack ma osiem lat, dwie matki i jedno pytanie: „Skąd się biorą dzieci?”

Główny bohater filmu to energiczny ośmiolatek, który wychowuje się w nietypowej rodzinie. Chłopiec ma dwie kochające mamy. Ponieważ brakuje mu towarzysza zabaw, zaczyna się zastanawiać, skąd się biorą dzieci. Kiedy dowiaduje się, że po prostu zamawia się je w Internecie, jest przekonany, że na swoje urodziny wreszcie go dostanie. Podczas uroczystości okazuje się jednak, że zamiast oczekiwanej niespodzianki, z koszyka wyskakuje zwykły królik. Po tak wielkim rozczarowaniu chłopiec postanawia wziąć sprawy we własne ręce i zbadać skąd naprawdę biorą się dzieci. W geście buntu, podczas swoich wędrówek, nosi królicze uszy.

Moja ocena: 10/10 („arcydzieło”) Holendrzy po raz kolejny udowadniają, że są mistrzami kina dla dzieci. Zaledwie rok wcześniej powstały świetne „Życie według Nino„, który mierzył się z trudnym tematem śmierci w rodzinie i „Wojna o przyjaźń” pokazująca jak często o przyjaciela trzeba zawalczyć, w zeszłym roku pojawił się kolejny świetny film „Jack Bestelt Een Broertje”, który w sposób delikatny pokazuje tematykę dzieci wychowywanych w niestandardowych rodzinach. „Jack” przełamuje też schematy pod względem narracji – jest to dynamiczny film, w którym kamera rzadko się zatrzymuje, zawsze dotrzymując kroku młodziutkiemu bohaterowi. Piękny film o nauce życia, a jednocześnie zabawna komedia rodzinna. Warto obejrzeć.

Podobne:

Jeśli komuś spodobał się „Jack Bestelt Een Broertje”, powinien także obejrzeć „Tumman veden päällä„.

Tom et Lola 1990

Dziesięcioletnie dzieci Tom i Lola od urodzenia cierpią na tajemnicze schorzenie, które uniemożliwia im jakikolwiek kontakt z innymi ludźmi. Trzymani nago w plastikowych bańkach w paryskim szpitalu żyją odgrodzeni od siebie w całkowicie sterylnym, pozbawionym nie tylko zarazków, ale też jakichkolwiek związków z zewnętrznym światem sztucznym środowisku. Mając do dyspozycji tylko kilka czarno-białych filmów o odkrywaniu bieguna północnego, nawiązują między sobą silną więź i sekretny język gestów i słów. Pewnego dnia Tom wpada na pomysł, jak się uwolnić. Zaczynają się ich conocne wędrówki po szpitalu oraz poznawanie siebie i otoczenia.

Moja ocena: 6/10 Jest to film awangardowy, który nie każdemu się spodoba. Mnie raziły niedorzeczności w scenariuszu i dziesiątki niedopowiedzeń. Sens całego filmu jest również niejasny. W gruncie rzeczy jest to prawdopodobnie opowieść o nauce bliskości i czułości w świecie pozbawionym jakichkolwiek wzorców.

Podobne

Można znaleźć sporo podobieństw między „Tom et Lola” a innym francuskim filmem z lat 90-tych „Quand j’avais 5 ans je m’ai tué„. Jeśli komuś podobały się oba filmy, powinien też obejrzeć „Kubę z Nantes„.

Mario 1984

Intrygujący dramat o braterskiej miłości rozgrywający się w scenerii dzikiej wyspiarskiej przyrody Kanady.

Rodzice dwudziestoletniego Simona prowadzą sklep. Chłopak pomaga im rozwozić zakupy do klientów i przywozić nowy towar. Zajmuje się także dwunastoletnim bratem niemową o imieniu Mario, dla którego tworzy alternatywny świat opowieści i przygód rodem z Księgi tysiąca i jednej nocy. Mario nie jest upośledzony psychicznie, ale nie potrafi mówić i stale nosi ze sobą kukłę szakala. Niezwykłą relację Simona i Mario burzy pojawienie się pięknej Helene. Kobieta angażuje uwagę Simona do tego stopnia, że zaczyna on zaniedbywać obowiązki, a co gorsza wywołuje zazdrość Maria.

Muszę przyznać, że jestem tym filmem oczarowany. Dawno nie widziałem takich pięknych zdjęć i plenerów. Do tego świetne opracowanie muzyczne – mam na myśli nie tylko muzykę, ale cały szereg dźwięków, często dość wyszukanych, które nadają tej opowieści niezwykłej głębi. Scenariusz mistrzowski. Jest to jeden z tych filmów, które zostawiają w człowieku niezatarte wrażenie.

Moja ocena: 8/10 („bardzo dobry”)

Film nie ma wydania DVD, poniższe zdjęcia pochodzą z kopii VHS:

Podobne:

Bardzo podobnym tematycznie filmem, ale niestety nieudanym, jest „Kuktau„. Mogę polecić dwa filmy utrzymane w podobnym klimacie jak „Mario” i również aspirujące do bycia produkcjami kultowymi: „Baśń z tysiąc drugiej nocy” i „Piccoli fuochi„. Oba co najmniej bardzo dobre.

Włoski film Mężczyzna w dziecku (Piccoli fuochi) 1985

Piccoli Fuochi

„Piccoli fuochi” zasługuje na lepszy tytuł, niż dziwaczny i pretensjonalny „Mężczyzna w dziecku„. Polski tytuł niedwuznacznie sugeruje, że tematem filmu jest pociąg seksualny kilkuletniego chłopca do kobiety, co oczywiście jest nieprawdą. Oryginalny włoski tytuł można by przetłumaczyć dosłownie jako „Małe ognie”, bądź „Małe płomienie”, co nawiązuje do zamiłowania chłopca do ognia (na początku filmu rozpala on małe ognisko w salonie).

Głównym bohaterem „Piccoli fuochi” jest sześcioletni Tommaso (Dino Jaksic). Rodzice nie poświęcają mu swego czasu. Zarówno ojciec pisarz, jak i matka pracują całe dnie, zostawiając malutkiego synka samego przed telewizorem, gdzie jest wystawiony na filmy z makabrycznymi scenami przemocy. Osamotniony Tommaso zaczyna być nawiedzany przez trójkę wymyślonych przyjaciół – Króla, Smoka i blaszanego robota Obcego. Ich złowieszcze podszepty doprowadzają do usunięcia grubiańskiej opiekunki chłopca. Sytuacja zmienia się, gdy nową opiekunką zostaje piękna i zmysłowa Mara. Tommaso znajduje u niej wytchnienie od prześladujących go zjaw. Niestety powracają one, kiedy malec staje się obserwatorem burzliwego romansu Mary z brutalnym uwodzicielem Leo.

„Piccoli fuochi” to film niepodobny do żadnego innego (pod względem niezwykłego klimatu kojarzy mi się z kanadyjskim dramatem „Mario„). Rozgrywa się w świecie małego dziecka, a mimo to jest niejednoznaczny i mroczny. Na szczęście reżyser nie przekroczył granic dobrego smaku, więc mimo że film nie nadaje się dla dzieci, to z pewnością nie jest to horror, ani thriller. Można go uznać za dramat psychologiczny z elementami fantasy. Zdecydowanie polecam.

Źródło zdjęcia:

„Piccoli fuochi” – Portal Cinema.de

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) za niezwykły oniryczny klimat i świetną rolę Dino Jaksica.